Kościół

VI Ojcowski Poligon Duchowy: o „kopaniu tuneli”

Siedlce Niedz. 16.04.2023 16:49:42
16
kwi 2023

Najgorsze, co może spotkać ukierunkowanego na pokonywanie problemów mężczyznę: bezradność. Jak radzić sobie z kryzysem, jakim jest ciężka choroba własnego dziecka? Taki temat podjęli organizatorzy i uczestnicy VI Ojcowskiego Poligonu Duchowego.

Nie jest łatwo poświęcić najbardziej rozrywkowo-wypoczynkowy czas całego tygodnia, ale jeszcze trudniej mierzyć się z sytuacją kompletnej bezradności. To dlatego członkowie klubów ojców z Siedlec i Łukowa zarwali kawał nocy z soboty na niedzielę (15/16 kwietnia) by w siedleckim sanktuarium św. Józefa posłuchać rad fachowców i świadectw ludzi z doświadczeniem. Temat szóstej edycji „duchowego poligonu” sformułowano ogólnie: „postawa ojca wobec sytuacji kryzysowych”. Faktycznie wzięto na warsztat kryzys najgorszy z możliwych: ciężką lub śmiertelną chorobę własnego dziecka.

Dbając o chore dziecko ratujcie całą rodzinę

– Na początku nie ma nawet bólu i szoku, tylko zdziwienie. Przecież złe rzeczy przydarzają się innym. Mężczyźni rozwiązują problemy, pokonują trudności, są nastawieni na sukces. Nowotwór, wada genetyczna czy inna ciężka choroba dziecka, wywraca cały świat do góry nogami – mówił podczas pierwszej konferencji ks. Paweł Siedlanowski, diecezjalny duszpasterz chorych i dyrektor Siedleckiego Hospicjum Domowego dla Dzieci. Dodał, że wielu mężczyzn dezerteruje i po prostu zostawia żonę z chorym dzieckiem. Ci, którzy zdecydują się zostać i walczyć, muszą pokonać bezradność, poczucie porażki, wstyd, dezorientację, lęk, presję otoczenia. Dobrze opisuje to zaczerpnięta z wiersza brytyjskiego poety metafora „przekopywania do siebie tuneli”.

Na co powinien zwrócić uwagę ojciec, który taką próbę chce przejść bez porażki? – Tak jak ratownicy przy wypadku na drodze muszą najpierw zadbać o własne bezpieczeństwo, by ratować poszkodowanych, tak i tutaj nie można w stu procentach koncentrować się na chorym dziecku. Trzeba zadbać o żonę i zdrowe dzieci, bo taka sytuacja jest wielkim obciążeniem również dla nich. Nie można zaniedbywać z nimi relacji, by nie uległy erozji i by po śmierci chorego dziecka małżeństwo się nie rozpadło. Korzystać z opieki wytchnieniowej, z pomocy hospicjów czy ludzi dobrej woli. Jeśli dziecko umrze, zasada jest ta sama: tę sytuację możemy przejść tylko razem – mówił ks. Siedlanowski.

Bóg pomaga przez ludzi

Ciekawe wystąpienie, z pogranicza konferencji i świadectwa własnego życia, miał Adam Maciejewicz. Przybyły z Wolsztyna przedsiębiorca, ojciec czwórki dzieci, twórca fundacji „Jesteście światłem”, opowiadał o swojej kilkuletniej (uwieńczonej powodzeniem) walce o wyleczenie rzadkiego nowotworu u kilkuletniego syna. Zaangażowany wcześniej w działalność charytatywną i ewangelizacyjną, nie krył, że miał momenty zwątpienia i buntu: – „To my tu robimy tyle dobra, wdrażamy Ewangelię w czyn, pomagamy, a tu takie podziękowanie?” Łatwo mówić o zaufaniu Bogu, gdy wszystko gra, ale po usłyszeniu takiej diagnozy powtarza się to przez zaciśnięte zęby – mówił Adam Maciejewski. Zwrócił jednak uwagę, że nawet z takich sytuacji Bóg potrafi wyprowadzić dobro. On sam, jako nieźle sobie radzący przedsiębiorca, wobec ogromu wydatków na leczenie syna za granicą musiał się zdać na pomoc innych. Nie zawiódł się: doświadczył ogromnego wsparcia finansowego, organizacyjnego i modlitewnego. Zmieniło to jego spojrzenie na ludzi i życie: – Można nie rozumieć, ale ufać i się modlić. Przekonałem się, że to działa.

Nie w pojedynkę, a zawsze razem


Były też świadectwa dwóch małżeństw. Paweł i Małgorzata przez 11 lat opiekowali się synem, który urodził się z uszkodzeniem mózgu i wymagał ciągłej opieki. Po jego śmierci uczą się na nowo funkcjonowania i w rodzinie, i w społeczeństwie. Mówili o dziwnym poczuciu nadmiaru czasu i o powrocie do relacji z krewnymi i znajomymi. Podkreślali, jak wielką pomocą było wsparcie ze strony hospicjum oraz innych znajdujących się w podobnej sytuacji rodzin: – Nadal jest ciężko, ale mogliśmy w tym wszystkim na siebie nawzajem liczyć. A spotykaliśmy samotnych rodziców z chorymi dziećmi, od których współmałżonek po prostu odszedł.
Gracjan i Marta mają trójkę dzieci, z których najmłodsze urodziło się z zespołem Downa i wadą serca. Odrzucili sugestię terminacji ciąży, ale przyjęcie takiego dziecka oznaczało ogromne zmiany w życiu: – Bardzo się w tym wszystkim do siebie zbliżyliśmy. Przekonujemy się, że Bóg nie daje cięższego krzyża od tego, jaki potrafimy unieść. Choroba naszej córki była potrzebna, byśmy zbliżyli się do Boga i do siebie i nauczyli się kochać po prostu za nic.

Całość tego spotkania jest zarejestrowana i dostępna na kanale diecezjalnej telewizji internetowej Faro TV.







Foto: ab, FaroTV
Nasz reporter jest do państwa dyspozycji:
Adam Białczak
+48.500187558

0 komentarze

Podpisz komentarz. Wymagane od 5 do 100 znaków.
Wprowadź treść komentarza. Wymagane conajmniej 10 znaków.